Texty

< cofnij

Rozpierdalacz 10 beta scenariusz

noc 31 grudnia 2003 - sylwester

Nie jest to dobra noc.
Strasznie pada.
Deszcz znieszany ze śniegiem wydaje
się zmywać grzechy odchodzącego roku.
A było ich dużo.
Szampan królujący na ulicach dopełnia
jeszcze bardziej postępujący efekt
tonięcia.
Ale przeznaczenia nie da się utopić.

Wszyscy doskonale sie bawią.
Deszcz nie wydaje się zepsuć im zabawy.
Rozbawione tłumy cieszą się nadchodzącym
nowym rokiem takjaby czekali na nowe
życie.
Na lepsze jutro.
Ale czy jutro nadejdzie?
Tego nie wiedzą...

Ale ja wiem.

[7 dni wczesniej ]

Wezmę jeszcze kawę.
2,5 ZŁ
PROSZĘ

-Nie pijesz już?
-Już nie,jestem śpiący a alkohol jedynie
by mnie uśpił
-Głupoty gadasz Szczygliś
-Być może...

[akcja] zagadaj do RAK,WYJMIJ KSIAZKE BY
SIE POUCZYC NA POLSKI,IDZ PO PIWO,zapal

RAK: s - Nie masz już dość piwa?
r - no wyobraż sobie...
2 s - palisz?
r - pewnie
3 s - rakos co jutro porabiasz?
r - od 9 mam wyklady a co?
s - a oktorej konczysz?
r - o 17
s - to wpadnie do ciebie bo musze sobie
cos sciagnac na neostradzie
r - co?
s - pare rzeczy na polski
r - to znaczy?
s- opracowanie bibli bo nie chce mi sie
calej czytac?
r - haha.nie dziwie sie.wogole to kurde
nie rozumiem po co na polskim sie przerabia
takie rzeczy.to polski a nie religia.
ja bym te wszystkie ksiazki spalil.

wez biblie:
r - co ty kurde masz?
s - biblie - musze sobie jeszcze pare
rzeczy przeczytac na jutro?

do przeczytania:apokalipsa sw.jana
[...]

caly text

r ide zamowic taksowke
s -chcesz juz isc
r - ta..musze jutro wczesniej wstac
s - no fakt.ja tez.to zamow - zlozymy sie
za kurs

[rakos idzie do baru i dzwonni]

OPCJA - WYJDZ Z BARU

CZEKAMY [TIMER LECI]
JEDZIEMY
t - dokad
s [traugutta

jedziemy

t- ale ulewa.dawno juz tak nie padalo w
grudniu.
s - przynajmniej kursow ma pan wiecej jak
pada.
t - a tam..panie w takim deszcze jezdzic
to ja dziekuje.

[jazda ]
obraz na tajem1

[pisk i jep]
t - o jezu
s - o cholera
r - nie wierze
[wysiadaja screen]

do trupa
t - zyje pan? my patrzymy
r - nie ma pulsu
s - zadzwonmy po karetke
r - dzwoni
s - o cholera...
t - boze co ja zrobilem? dzwoni pan?
r - tak
s - nie pana wina.wyszedl panu pod kola,
jest slisko.nie mial pan szans wychamowac.


[karetke]

wychodzimy do karetki
k - co sie stalo?
r - taksowka.jechalismy taksowka
s - i tamten facet wpadl prosto pod koła
[ida]
k - i gdzie oni sa?
s,r - tam
k - pusto.jest krew nikogo tu nie ma
s - byli tu przed momentem
r - co jest?
k - no nie ma tu zywej duszy przeciez nie
rozpluneli sie w powietrzu
s - o rany.byl taksowkarz i ten facet
ktory wpadl pod samochod.on lezal tutaj,
a facet z taxowki schylil sie nad nim i
nie wiedzial co robic.
k - czyli sprawca uciekl z tego wynika?
s - jak uciekl - stalismy tu caly czas.
r - szczyglis my chyba juz jakies schizy mamy
s - cicho
k - policja zaraz bedzie to sie wszystko
wyjasn
s - dymek cholera
r cholera ...
[ policja ]

pol - co sie stalo panowie?
k - tamci twierdza ze jechal z nimi taxowkarz,
potracil pieszego i uciekl zarem z ofiara.
s - nikt nie mowi ze uciekl to pan mowi
ze uciekl
pol - no dobra dobra jeszcze raz.to jechaliscie ze sprawca i potraciliscie pieszego tak?co bylo dalej jak wygladala ofiara?


[skrot]
przesluchanie jako swiadkow i odwoz do domu
ja w kime rakos do domu.
siadam przy kompie i robie rozpierdalacza
rano .kawa fajek ,spie do poludnia.rakos
ostatnie wyklady.po pol budzi mnie rakos
miales wpasc.zaspalem zaraz bede.
ide do rakosia i widze ofiare.
rakos zejdz - widzialem tego kolesia.
idziemy na osiedle i znow jest idziemy za nim. spotykam iwone.znowu koles za rogiem.
iwa z nami idzie bo na dworzec.po drodze
znika ona i jest krew do studzienki.dzwonimy na psy.przyjezdzaja mowimy i biora nas na komende.do aresztu tam wiezien mowi apokaliptyczne wizje-ja go powstrzymalem
kiedys.rano wypuszczaja.potem w wiadomosciach ze zamordowany policjantow.
co jest nie tak?spie i mam okropne sny - wszyscy gina.jak sie budze wszyscy znikneli
i paranoja.co robic?znajduje w szafie zakrwawiona kose i pelno krwi na schodach - duzo duzo.paranoja i mdleje na schodach
karetka mnie bierze - szpital wracam.wszystko jest ok.rakos jak zawsze
ide po fajki wracam znowu krew - skacze z okna.snie.dlaczego ja?trafiam trumny -
wychodze z niej na cmentarzu obok lezy
kosa i widze jak obok wisi smierc na drzewie.smieje sie.mowi ze w apokalipsie nie opisali sdo konca prawdy.nie chce wierzyc.lapie stopa kierowca to smierc.zabija mnie i znowu budze sie w trumnie gdy wychodze jest ta sama kosa a rakos wisi na drzwie.smieje sie.boga nie ma .fajna zabawa itp.uciekam i biore taxi kierowca ten sam co na pocz i mowi chodz tam jest lepiej.wyskakuje z auta i wpadam pod tira.smierc budze sie w trumnie nie ma kosy a na dzrwie wisi krzyz do gory nogami we krwi.uciekam na pieszo.spie na ulicy.pojawia sie iwona.mowi ze m i zebym poszedl z nianie kocha.ja nie wiem co robic i ide - ona bierze mnie do baru.zauwazam ze cos w jej plecaku jest a tam jest glowua toczka.
uciekam i ona zastepuje mi droge na ulicy
ludzie jej nie widza a ona wrzeszczy na cala ulice - ze studzienek wylaza weze.zauwazam bialego staruszka z celi i ide z nim okazuje sie aniolem trafiam do nieba i widze akcje jak z armi bogow.zaczelo sie.okazuje sie ze kazdego dopada paranoja i ze w apokalipsie nie ma wielu rzeczy.i ze rodzi sie antychryst.mam go zabic bo on jest za slaby.
i musze sie zabic ew niebie by stac sie nibyaniolem i nagle jest atak - on ginie
okropnie a ja spadam z nieba.budzd sie w szpitalu obok porodowki.ide zabic dziecko i wzywaja policje,zabijam wszystkich.
otaczaja budynek.
po dzieciaka wpada bestia
pojawiaja sie 3 szostki na scianie . wszedzie krew,z kibla,z rur